2 marca 2009

O programach wczesnego wykrywania raka piersi i raka szyjki macicy

W 2005 r. został powołany Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych. Obejmuje on również zwalczanie raka piersi i raka szyjki macicy – dwóch chorób nowotworowych, które zbierają największe krwawe żniwo, jeśli chodzi o nowotwory występujące u kobiet w Polsce. Na raka piersi umiera w Polsce 12 tys. osób. Stanowi on około 20 proc. wszystkich zachorowań na nowotwory złośliwe u Polek. Rak trzonu i szyjki macicy dotyka rocznie ok. 4 tys. kobiet, 2 tys. rocznie umiera. Stanowi on 10,7 proc. nowotworów u kobiet. Zarówno współczynnik zachorowalności, jak i umieralności na raka szyjki macicy w Polsce jest jednym z najwyższych w Europie. Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów, każdego roku w Polsce notuje się około 13 przypadków raka szyjki macicy na 100 tysięcy kobiet. Wskaźnik śmiertelności z powodu tego nowotworu to ok.
7 przypadków na 100 tysięcy. W innych krajach europejskich wskaźnik ten jest znacznie niższy, np. w Finlandii wynosi 1,8 na 100 tysięcy kobiet.

W ramach programów: populacyjnego programu wczesnego wykrywania raka piersi
i populacyjnego programu profilaktyki i wczesnego wykrywania raka szyjki macicy dla kobiet będących w odpowiedniej grupie wiekowej (rak piersi – 50-69 lat, rak szyjki macicy - 25-69 lat) finansowane są badania mające na celu wczesne wykrycie (rak piersi) lub profilaktykę i wczesne wykrycie (rak szyjki macicy) zmian nowotworowych. W pierwszym przypadku badaniem tym jest mammografia, w drugim – cytologia. Aby zachęcić kobiety do zgłaszania się na badania, publikowane są ogłoszenia w prasie oraz wysyłane pocztą imienne zaproszenia na badania. Okazuje się jednak, że odzew w postaci zgłoszenia się na badania jest nikły. W 2007 r. na badanie cytologiczne zgłosiło się zaledwie 7,8 proc. zaproszonych kobiet (686 tys.), na mammografię 23,3 proc. (935 tys. na 4 mln wytypowanych). I chociaż
w porównaniu z 2006 r., w którym samych cytologii zrobiono 350 tys., zauważalna jest poprawa, to i tak odsetek kobiet, które zachęcono do badania jest dramatycznie niski.

W dodatku kontrola Najwyższej Izby Kontroli (wyniki kontroli za „Polityką” nr 6,
z dnia 7.02.2008 r. - „Z siatką na raka”, autorka: Joanna Solska) wykazała, że duża liczba ośrodków wykonywała badania (gł. mammograficzne) na sprzęcie nie spełniających norm jakościowych, dlatego część wyników mammografii jest błędna i wymaga powtórzenia badania. Pierwszą kontrolę jakości badań mammograficznych podjęto dopiero w 2007 r.
Z 295 pracowni mammograficznych objętych audytem aż 111 (39 proc.) wykonywało badania na nieodpowiednim poziomie. Wiele z nich nie miało nawet umów na serwisowanie sprzętu. W 2008 r. na 284 przebadane ośrodki testu jakości nie zaliczyło 66 ośrodków (23 proc.). Pacjentki nie są informowane listownie o konieczności powtórzenia badania, dlatego nie wszystkie wiedzą, że ośrodek, w którym je wykonały nie został pozytywnie zweryfikowany. Uspokojone negatywnym wynikiem badania mogą czuć się oszukane, jeśli za kilka lat okaże się, że mają zaawansowanego raka, który – gdyby został wcześniej wykryty – byłby uleczalny.

Nie ma przepisów, które umożliwiają Narodowemu Funduszowi Zdrowia zerwanie umowy z placówką pracującą na niesprawnym sprzęcie. Te ośrodki nadal więc wykonują mammografie! Chodzi tutaj nie tylko o małe przychodnie czy pracownie, ale również wielkie szpitale kliniczne, uważane dotąd za ostoję profesjonalizmu. W województwie śląskim należy do nich Centralny Szpital Kliniczny Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach przy ul. Medyków 14, który dwukrotnie nie zaliczył pozytywnie audytu – w 2007 i 2008 r. Na wyniki nagłośnionych w mediach rezultatów audytu nie trzeba było długo czekać. W 2008 r. mammografii zrobiono tylko 755 tys. Kobiety straciły zaufanie do tych badań. O tym, że można w umiejętny sposób monitorować jakość badań, przekonuje przypadek kolonoskopii - badania wykrywającego raka jelita grubego, które również jest finansowane z Narodowego Programu Zwalczania Chorób Nowotworowych. Jakość badań przesiewowych w tym przypadku monitorowała niezależna firma i w 2007 r. na 85 ośrodków problemy były tylko
z dwoma.

Ponadto nie ma programu monitorowania chorych i nie wiadomo, co dalej dzieje się
z pacjentkami, u których wykryto nowotwór – czy podjęły leczenie i jakie są jego rezultaty. Można więc stwierdzić, że programy wczesnego wykrywania raka piersi i szyjki macicy, mimo że ich powołanie było rzeczą chwalebną, nie spełniają swoich założeń w sposób właściwy. Pieniądze zagwarantowane na Narodowy Program Zwalczania Chorób Nowotworowych – a chodzi tu o niebagatelną kwotę 250 milionów złotych rocznie (do 2010 r. łącznie na program zostanie wydanych aż 3 mld zł) – są więc w dużej części wyrzucane
w błoto. Problemem nie jest w tym przypadku brak środków finansowych, ale ich marnowanie. Państwo walczy z rakiem nieudolnie, a my za tę „walkę” płacimy z własnych podatków.
Katarzyna Hillary

0 komentarze:

Prześlij komentarz